• Wpisów:128
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:51 dni temu
  • Licznik odwiedzin:21 495 / 970 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
100 dni mnie tu nie było!
Czas leci mi tak szybko jak jeszcze nigdy. Nie mogę uwierzyć, że to już ponad 5 miesięcy od kiedy tu mieszkam, od kiedy kupiłam mieszkanie!
Od kuzynki usłyszałam, że przeprowadzka mi służy
Mieszkanie cały czas urządzam - powoli, ale do przodu. Jeszcze w marcu pomalowałam 2 pokoje i razem z tatą położyliśmy panele w pokojach (udało mi się znaleźć panele w świetnej cenie, na promocji). W kwietniu razem z M. kupiliśmy piękne duże łóżko o jakim marzyłam od dawna Idealne łóżko udało Nam się znaleźć w pierwszym sklepie, do którego weszliśmy, a wybór razem z zakupem nie zajął więcej niż 1h. W kolejny weekend mieliśmy łóżko u siebie.
W czerwcu mieliśmy robić szafę. Zadzwoniłam do stolarza (wzięliśmy go z polecenia, miał być drogi, ale bardzo dobry) i umówiłam się z nim na spotkanie za 2 tygodnie w piątek. Zadzwoniłam w czwartek wieczorem i usłyszałam, że jednak nie przyjedzie... Spotkanie przesunęliśmy o tydzień. W końcu przyjechał spóźniony. Na telefonie miałam zdjęcie szafy jaka mi się marzy - pokazałam ją stolarzowi i usłyszałam "to czemu Pani sobie nie zamówi szafy z IKEA?" - pomyślałam, że to głupi żart. A chwilę później dodał, że on by nie brał tego zlecenia, gdyby nie fakt, że zna osobę, która mi go poleciła - trochę się wkurzyłam, ale tylko się uśmiechnęłam i powiedziałam stolarzowi na czym mi zależy. W końcu przeszliśmy do projektu - facet zrobił mi kompletnie inny projekt niż chciałam, więc musiał sporo zmieniać. Po zmianach szafa była do zniesienia, ale bez szału. Powiedziałam, że chciałabym mieć wieszak na spodnie - usłyszałam, że on takie robi, ale u mnie nie może taki być, bo coś tam nie pasuje... Musiałam zrezygnować praktycznie ze wszystkiego co chciałam w tej szafie mieć.
Zapytał nas o budżet, więc powiedzieliśmy, że chcemy się zmieścić w 5 tys. (osoba, która polecała mi tego stolarza robiła u niego wyższą szafę z 3 lustrami za 7-8 tys. - widziałam ją tylko raz, późnym wieczorem - po zrobieniu projektu pokazał nam zdjęcia tej szafy i szczerze mówiąc szafa okropnie mi się nie podobała - chyba musiało być naprawdę ciemno ) - usłyszeliśmy, że w 5 tys na pewno się nie zmieścimy (mimo, że zrezygnowaliśmy ze wszystkiego co było droższe). Zaproponował nam, żebyśmy ewentualnie zrobili środek szafy, a za rok drzwi. Do tego momentu jeszcze bym się zastanawiała, czy zamawiać u niego szafę, ale na koniec stwierdził, że niezależnie czy go wybierzemy dobrze by było, żebyśmy dzisiaj zapłacili mu za to, że do nas przyjechał. Do samego końca udawaliśmy, że projekt nam się podoba (tylko ze względu na osobę, która nam go poleciła). Przy wyjściu chcieliśmy mu dać 50 zł, za to że przyjechał, ale nie przyjął (stwierdził, że innym razem) - widocznie spodziewał się, że damy mu więcej.
Ledwo zamknęliśmy za nim drzwi, a oboje z M. stwierdziliśmy, że nie weźmiemy od niego szafy choćby wycenił nam ją do 5 tys. Miał zadzwonić kolejnego dnia z informacją na ile wycenił szafę razem z drzwiami - nie zadzwonił, czym jeszcze bardziej mnie wkurzył.
Zadzwonił dopiero w poniedziałek - szafę wycenił na 7 tys., więc powiedziałam, że będziemy w kontakcie i jak się zdecydujemy to zadzwonię.
Oczywiście nie zadzwoniłam do niego Więc zadzwonił jakoś po tygodniu do mojego M. i powiedział, że dzwoniłam, że zdecydowaliśmy się i chce coś uzgodnić i prosi, żeby, oddzwoniła - czy muszę mówić jak się w tym momencie wkurzyłam?
Oddzwoniłam do niego i usłyszałam, że ktoś do niego dzwonił jak był u Klienta i myślał, że to byłam ja i dopytywał, czy się zdecydowaliśmy, więc powiedziałam, że jeszcze się zastanawiamy.
Facet bardzo się starał, żeby nas zniechęcić i udało mu się.
Pojechałam do IKEA, z pomocą pracownika zrobiliśmy projekt szafy jaka mi się marzyła. Za szafę z transportem i montażem oraz organizerami i wieszakiem na torebki/krawaty, ale bez drzwi zapłaciłam 2200 zł. Szafa była u mnie po 4 dniach i jestem niesamowicie z niej zadowolona.
  • awatar ♔ღ♔: Masakra nie myślałam, że mogą być takie problemy z szafą, ale dobrze się skończyło :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnio pisałam wam o pracy w sklepie stacjonarno-internetowym. Miałam dokończyć kolejnego dnia, ale tak to przekładałam, że zaraz minie miesiąc. Dzisiaj w końcu się spięłam - a więc wracając do momentu, w którym zostałam zwolniona nie ze swojej winy (czyli gdzieś ok. 21 lutego)...
Wróciłam do domu, opowiedziałam rodzinie o tym jak zostałam potraktowana, a oni - odetchnęli z ulgą Od początku nie chcieli, żebym tam pracowała.
Dzięki temu, że tak zareagowali nie przybiła mnie ta sytuacja. Jeszcze tego samego dnia przeszukiwałam oferty pracy.
Wieczorem zadzwoniła kuzynka (mama pochwaliła się rodzinie, że na szczęście już tam nie pracuje). Pogadałyśmy na temat pracy - zapytała, czy nie chciałabym spróbować w pewnej firmie (w mieście, do którego zamierzałam się przeprowadzić - miałam już podpisaną umowę na mieszkanie) - zgodziłam się, chociaż nie wiem dlaczego (jakieś 4 lata temu miałam bezpłatne praktyki w firmie, która współpracuje z nimi i nie czułam się tam za dobrze - od pierwszego dnia żałowałam, że w ogóle na te praktyki poszłam). Umówiła mnie na spotkanie w piątek, więc miałam 1 dzień, żeby się przygotować na rozmowę.
Na rozmowie wypadłam średnio, babka która mnie rekrutowała była nieprzyjemna, ja się zestresowałam - nie byłam zadowolona z tej rozmowy, a to był dopiero I etap. Wróciłam do domu - chciało mi się płakać. Kumulacja nerwów związanych z poszukiwaniem mieszkania, tą rozmową kwalifikacyjną, zwolnieniem mnie z poprzedniej pracy i pretensjami rodziców, że tak kiepsko wypadłam na tej rozmowie spowodowały, że poryczałam się w samochodzie.
Cały weekend byłam przygnębiona. Dalej przeglądałam oferty, bo byłam pewna, że tamtej pracy nie dostanę.
W poniedziałek zadzwoniła kuzynka, że zapraszają mnie jutro na II etap, więc znowu przygotowywanie się do rozmowy. Tego samego dnia dowiedziałam się, że dostałam kredyt! Umówiłam się do notariusza na 1 marca.
Ciężko było się przygotowywać do rozmowy po takiej informacji.
We wtorek poszłam na rozmowę - tym razem z kimś innym. Szłam na nią z myślą, że znowu okaże się porażką i będzie mi okropnie wstyd.
Rozmowa trwała 15 min i o dziwo wyszłam z niej zadowolona. Zapytano mnie kiedy mogłabym zacząć (bardzo zależało im na czasie), więc powiedziałam, że 1 marca się przeprowadzam i mogę zacząć 2go. Przy wyjściu usłyszałam, że przekażą informację do kadr. Wyszłam i zastanawiałam się, czy jestem zatrudniona, czy nie
Po chwili zadzwoniła kuzynka z gratulacjami - w taki sposób dowiedziałam się, że mnie przyjęli
Poza moimi rodzicami, rodzeństwem i moim M. nikt więcej nie wiedział o tym, że kupiłam mieszkanie i będę się przeprowadzać 1. marca.
Od wielu lat miałam 2 największe marzenia - jedno z nich to przeprowadzka do Wrocławia, a drugie - zakup mieszkania - 1go marca spełniłam oba te marzenia.
Dzień przed wizytą u notariusza wybrałam z banku pieniądze, które zbierałam przez wiele lat właśnie na zakup mieszkania. Moi rodzice dołożyli ponad jeszcze 1 raz tyle (kazali mi wybrać - mieszkanie, czy ślub - wiele lat odkładali pieniądze, żeby było mi łatwiej. Wybrałam mieszkanie, więc dołożyli mi się do mieszkania. Dzięki temu wyszło prawie 50% wkładu własnego.)
Spakowałam najważniejsze rzeczy (choć nie wiedziałam, czy już teraz dostanę klucze) i 1 marca pojechaliśmy do notariusza. Było sporo stresu, ale udało się Dostałam klucze i spełniłam swoje marzenia!
Mieszkanie kupiłam umeblowane - w kuchni mam: meble, malutką lodówkę, płytę grzewczą, piekarnik, stół i narożnik, w łazience: prysznic, toaletę, umywalkę i pralkę, w przedpokoju stoi szafa, a w pokojach wersalka, stolik, telewizor, więc od razu mogłam tu zamieszkać
Podczas przekazywania kluczy okazało się, że brakuje pralki i lodówki - nie dogadali się ze szwagrem, który zajmował się sprzedażą tego mieszkania. Moja mama nie dała za wygraną, a poprzedni właściciele byli naprawdę w porządku i po 2h przynieśli z powrotem pralkę i lodówkę
To wszystko działo się tak szybko - w II połowie stycznia przeglądałam mieszkania w internecie, z początkiem lutego prawie kupiłam mieszkanie (o tym pisałam wam jakiś czas temu - bardzo się cieszę, że nie udało mi się kupić tamtego mieszkania), 11 lutego znalazłam inne mieszkanie i tego samego dnia podpisałam umowę z właścicielką, tydzień czekałam na Panią z banku (miała urlop), 20 lutego udaliśmy się do banku, żeby załatwić kredyt, tydzień później dowiedziałam się o pozytywnej decyzji, a już 1 marca się przeprowadziłam. Rodzice pojechali, a we mnie było tyle emocji, że miałam w oczach łzy szczęścia Niesamowite uczucie!
  • awatar Paznokciowo: ale się cieszę! fajnie, że jakoś to się ułożyło :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dawno mnie tutaj nie było. Sporo ostatnio się dzieję w moim życiu!
Ale zacznę od początku - tak jak wam ostatnio pisałam przez dokładnie 3 tygodnie byłam na bezrobociu. Pierwszy tydzień był w porządku, drugi znośny, a w trzecim myślałam, że zwariuje... W drugim tygodniu znalazłam ogłoszenie - nie było informacji jaka to firma, ale brzmiało nieźle ("sklep stacjonarno-internetowy". Nigdy nie pracowałam w żadnym sklepie stacjonarnym (tylko w internetowym), ale stwierdziłam, że wyślę CV i zobaczymy. W ogłoszeniu była informacja, że szukają osoby, która zna pewien program. Oczywiście ja go nie znałam, nawet o nim nie słyszałam, ale tak miałam dosyć siedzenia w domu, że przeszukałam internet, nauczyłam się tego programu w ciągu 30 min, wpisałam w CV, że go znam i aplikowałam na to stanowisko.
Po tygodniu dostałam telefon - zostałam zaproszona na rozmowę jeszcze tego samego dnia. Szybko się wyszykowałam - eleganckie spodnie, bluzka i żakiet, powtórzyłam program i pojechałam na rozmowę.
Nie była to firma moich marzeń, ale nie zraziłam się. Weszłam, nie było szefa, więc pogadałam z pracownikami. Okazało się, że do sklepu stacjonarnego klienci raczej nie przychodzą (ok 2 osób przez cały dzień) i zazwyczaj obsługuje się klientów ze sklepu internetowego. Powiedzieli mi ile tu się zarabia itd.
W końcu przyszedł właściciel, z którym byłam umówiona na rozmowę. Myślałam, że przejdziemy do innego pomieszczenia, żeby nie rozmawiać przy innych pracownikach - przeszliśmy kilka kroków dalej i rozmawialiśmy pomiędzy regałami. Właściciel w dresie, na głowie czapka z daszkiem, której w czasie rozmowy nie ściągnął. Pomyślałam - ok, to przecież nic takiego. Zaproponował mi umowę zlecenie i stawkę sporo niższą niż minimalna stawka dla osób pracujących w ramach umowy zlecenia (ok 500 zł mniej), a do tego pracujące 2 soboty (po 4h). Początkowo myślałam, że skoro 2 soboty pracujące to mogę sobie to odebrać w ciągu tygodnia, więc jakoś się nie przejęłam tymi sobotami.
Rozmowa trwała może z 15 min. Pod koniec powiedział, że jeśli się zgadzam to mogę zacząć pracę od jutra. Niewiele myśląc zgodziłam się i ustaliłam, że zacznę w poniedziałek. Na koniec zapytałam jeszcze kiedy dostanę umowę - zaczął się wykręcać, że w poniedziałek nie, bo coś tam się pozmieniało od stycznia i musi z księgową ustalić itd.
Rodzina jak usłyszała gdzie i na jakich warunkach mam zacząć pracować nieźle się wkurzyła.., ale wyjaśniłam, że to tylko na jakiś czas, a dalej będę szukać lepszej pracy.
W poniedziałek przyszłam pierwszy dzień do pracy - okazało się, że 2 soboty są pracujące, ale nie dostanę za te dni ani więcej pieniędzy, ani nie będę mogła sobie ich odebrać; w pomieszczeniu, w którym pracuję nie ma kuchni ani toalety (trzeba do niej przejść przez podwórko); toaleta jest mega zasyfiona (przy niej wc w centrach handlowych są naprawdę czyste; widać było, że ktoś nie trafia do toalety); kuchnia to jakiś żart (brudno, a wody z czajnika w życiu bym nie wypiła); szef ciągle mówi wszystkim, że podwyżki nie dostaną (nawet jeśli ktoś nie pytał o podwyżkę); jest tak zimno w pomieszczeniu, że trzeba było siedzieć w płaszczu (a najlepiej jeszcze w szaliku i rękawiczkach)... Po 8h chciało mi się płakać Już pierwszego dnia przyznałam się w tajemnicy współpracownikom, że zamierzam tu zostać max. 2 msc (szef liczył, że będę tu dłużej i zastąpię jedną osobę, która robi mega dużo w tej firmie). Pod koniec pracy przyszedł szef i zapytał jak mi się tu podoba - oczywiście skłamałam, że jest w porządku, bo nie chciałam sprawić mu przykrości.
We wtorek jechałam do pracy z myślą, że wytrzymam ten jeden dzień jeszcze i po pracy porozmawiam z szefem, wezmę pieniądze i więcej tu nie przyjdę. Bo nie dam rady w takich warunkach pracować przez 2 msc.
We wtorek po tych 8h stwierdziłam, że nie jest tak źle i jednak dam radę popracować do końca tygodnia (dowiedziałam się, że część pracowników dostaje pieniądze co piątek do ręki - pomyślałam, że też poproszę, żeby w taki sposób wypłacał mi pieniądze). Tego dnia dowiedziałam się też, że wszyscy dostają pieniądze do ręki, że na umowie mają dużo niższe kwoty, że budynek w którym pracuje "stoi tu nielegalnie", że niektórzy pracują na czarno, że sporo osób, które przychodzą tu do pracy zwalniają się po kilku dniach, że szef na wszystkich narzeka (nie ważne, czy ktoś pracuje 2 dni czy 2 lata). We wtorek moja motywacja do tej pracy się skończyła. Na szczęście praca mega łatwa i w ogóle nie męcząca - pomyślałam, że jeśli mam siedzieć w domu za darmo to wolę tu pracować chociaż przez kilka dni, trochę zarobić. Z kuchni nigdy nie korzystałam, a z toalety tylko raz dziennie (prawie nic nie piłam, więc dawałam radę).
Minął tydzień, do warunków się jakoś przyzwyczaiłam, ale umowy wciąż nie miałam... Usłyszałam, że dostanę ją w poniedziałek.
W poniedziałek szef o umowie zapomniał, ale we wtorek rano powiedział, żebym przyszła do niego później z dowodem.
Cały wtorek chodził wkurzony. Mój dowód zeskanował, zapytałam przy okazji, czy mogę dostawać pieniądze co tydzień - usłyszałam, że nie ma takiej możliwości. Trochę się wkurzyłam, ale trudno. Po jakiejś godzinie poprosił na rozmowę do siebie koleżankę, która pracuje tu od roku, a jak wróciła to powiedziała, że ja mam iść do szefa na rozmowę. Poszłam, podpytał jak mi się podoba, powiedział, że szuka kogoś na dłużej i nie chciałby, żebym się zwolniła za tydzień, dwa, czy miesiąc. Odpowiedziałam, że pracuje tu dopiero tydzień i ciężko mi stwierdzić, czy mi się podoba, czy nie. Poprosił, żebym za tydzień dała mu znać czy zostaję na dłużej, czy odchodzę.
Kilka godzin później poszedł do niego kolega (chciał wyjść 2h wcześniej z pracy, bo miał gorączkę) - zwolnił go, bo ponoć źle pracował, zwalił na niego, że firma nie przynosi zysków. Byliśmy w szoku, ale dowiedziałam się, że w poprzednim roku też pozbył się w tym okresie prawie wszystkich pracowników (została tylko jedna osoba).
Na 10 min przed końcem pracy przyszedł szef - w sklepie byłam tylko ja. Dał mi pieniądze i powiedział, że musimy się rozstać. Zapytałam o powód i usłyszałam, że to przez to, że tamten zwolniony pracownik źle pracował, że przez niego jego plan się posypał, że ja pracowałam super, że szkoda mu, że zawracał mi głowę itd. Ogólnie, że to nie moja wina tylko innego pracownika. Wkurzyłam się, bo 2h wcześniej umawialiśmy się, że mam podjąć decyzję przez najbliższy tydzień.
  • awatar Zakochana *: @Paznokciowo: Nie mam pojęcia, ale cieszę się, że pracowałam tam tylko 1,5 tygodnia :P
  • awatar Paznokciowo: haha no niezła historia. jak ta firma w ogóle prosperuje z takim szefem? tragedia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Od września 2016 roku jest u mnie kiepsko i nie zapowiada się, żeby miało być lepiej. Jutro miną 3 tygodnie od kiedy nie mam pracy. Myślałam, że mając doświadczenie będzie mi znacznie łatwiej znaleźć pracę - szczególnie, że CV wysyłam do firm z 2 różnych miast. Już nawet nie wspominam, że dojazd do 2go miasta kosztuje mnie 50 zł, a jeżdżę tylko na 1 rozmowę.
Po rozmowach jestem raczej z siebie zadowolona, choć byłam ostatnio na jednej, na której bardzo mi zależało i uważam, że wypadłam tragicznie! Po wyjściu chciałam zapaść się pod ziemię. Wszystko co mówiłam było "ble" - moje doświadczenie, wynagrodzenie jakie chciałabym otrzymywać (powiedziałam niższą kwotę niż oni dają) - krytykowali każde moje słowo. Jeden miał minę pt. "znowu głupia blondynka" i już po 2 minutach miałam ochotę wyjść. W efekcie przez całą rozmowę prawie się nie odzywałam tylko potakiwałam.
Brak pracy mnie dobija
A jakby tego było mało - w ostatnim czasie szukałam mieszkania. Udało mi się znaleźć całkiem fajną ofertę, pojechałam w sobotę, zobaczyłam i podjęłam decyzję, że chce je kupić. Podczas oglądania negocjowaliśmy cenę - właścicielka się zgodziła. Umówiliśmy się na kontakt w poniedziałek na podanie ostatecznej decyzji, ale już w sobotę wieczorem ją podjęliśmy, więc w niedzielę wysłaliśmy wiadomość do pośrednika. I jak się okazało - mają osobę, która daje więcej, więc zdecydowaliśmy się dać jeszcze więcej niż oni i pójść na mnóstwo ustępstw. Zgodziliśmy się na wszystko - nawet na warunki dla nas niekorzystne i bardzo ryzykowne. Właścicielka stwierdziła, że skoro my się na wszystko zgadzamy (a tamci nie) to nam sprzeda to mieszkanie. W poniedziałek mieliśmy podpisać umowę, wszystko przygotowane, rodzice wzięli urlop i... w poniedziałek przed 7 dostaliśmy SMSa, że właścicielce "ktoś" bliski zmarł w nocy i o kilka dni przesunie się podpisanie umowy. Takie sytuacje się zdarzają, więc ustaliliśmy, że w czwartek się zdzwonimy i wybierzemy inny termin.
Dzisiaj od rana nie odbierała, a późnym popołudniem napisała SMSa do pośrednika, że mieszkanie sprzeda komuś innemu za wyższą kwotę.
Śmieszna kobieta - nawet nie miała odwagi, żeby nas o tym poinformować osobiście (numer ma, wielokrotnie rozmawialiśmy z nią), już nie mówiąc o tym, że wolała "uśmiercić" kogoś bliskiego niż poprosić o inny termin.
Strasznie się cieszyłam na to mieszkanie, ale trudno - widocznie nie było mi pisane. Z resztą naprawdę sporo do zrobienia w nim było.
A przy okazji - wczoraj byłam u dentysty na NFZ - szkoda tylko, że nie jestem ubezpieczona, bo przecież jestem bezrobotna, a w PUPie się nie rejestrowałam..., a tak się cieszyłam, że nie musiałam płacić (ostatnim razem poszłam na NFZ i kazała mi zapłacić, bo "założyła mi lepszą plombę" - fajnie, że mnie zapytała, czy chce żeby taką założyła za dodatkową opłatą.. Oczywiście przed leczeniem wypytała mnie czy studiuję/pracuję, co studiowałam i na tej podstawie stwierdziła, że pewnie mam sporo pieniędzy i może mnie naciągnąć).

To wszystko tak mnie przybija, że mam ochotę siąść i płakać.
Przepraszam, musiałam się wyżalić.
 

 
W lutym minie rok od kiedy robię sobie hybrydę na paznokciach Muszę powiedzieć, że z miesiąca na miesiąc coraz ładniej mi wychodzi. W końcu znalazłam "swój" kształt, nie zalewam już skórek, lakier spokojnie trzyma się 15-21 dni, nie odpryskuje. Nie jest jeszcze idealnie, ale myślę, że za rok, dwa będę robiła pazurki jak profesjonalistka
Niestety robienie paznokci zajmuje mi 6-8h (ściąganie ok 1-2h i ponowne zrobienie kolejne 4-6h; wcześniej było to 8-10h). W tym czasie oglądam filmiki na YouTube, seriale, słucham muzyki itd, więc się nie nudzę. Mam jednak nadzieję, że ten czas się skróci do max. 4h.
Jasne, mogłabym iść do kosmetyczki, zapłacić 50-70 zł i mieć ładne paznokcie w 1-2h, ale wolę robić je samodzielnie, a pieniądze odłożyć.
W tym roku (na wiosnę) mam zamiar zacząć robić hybrydę na paznokciach u stóp - w ubiegłym roku w lecie robiłam kilka razy, ale nie szło mi zbyt dobrze.
  • awatar anja89: aż tyle czasu ? :o ja ze ściągnieciem i nałożeniem nowych to tak max 1,5 h . Szalona,że chce Ci się z tym tyle bawić :D
  • awatar Zakochana *: @MakeUpYourLife: Robię po 2 paznokcie, a dodatkowo trzymam w lampie po 2 minuty (dla pewności) przy każdej warstwie, więc to pewnie dlatego :D
  • awatar MakeUpYourLife: @MakeUpYourLife: nakladanie ale nie wiem co Ty tyle czasu robisz chyba rzeczywiscie filmy ogladasz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Niecałe 2 lata temu dostałam od mojego Ukochanego w prezencie telefon Sony Xperia Z3 Compact. Z telefonu jestem bardzo zadowolona, mimo że po jakimś roku odpadła mi jedna zaślepka (miała prawo, bo faktycznie nie obchodziłam się z nią jak z jajkiem; nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie), miał 3-4 małe ryski (na wyświetlaczu i z tyłu na obudowie).
Jakieś 4 miesiące temu jak szłam do pracy spadł mi na beton od razu po wyjściu z bloku - początkowo myślałam, że nic się nie stało. Dopiero w pracy zauważyłam, że w lewym górnym rogu zaczął się odklejać wyświetlacz Później zauważyłam też, że w czasie rozmowy nie jestem w stanie podświetlić ekranu (np. żeby się rozłączyć, sprawdzić coś na telefonie, włączyć tryb głośnomówiący itd) i to było naprawdę uciążliwe.
Od razu chciałam go oddać na gwarancje (w końcu nie minęły 2 lata), ale trochę się bałam, że zostanę bez telefonu przez 2 tygodnie, że odpiszą, że telefon spadł i nie naprawią go, że policzą mi 500 zł (lub więcej) za naprawę itd.
W ubiegłym tygodniu, w czwartek wieczorem poszliśmy z M. oddać telefon na gwarancję. Mieliśmy szczęście, bo w salonie nikogo nie było, więc nie musieliśmy czekać na swoją kolej długo. W protokole wpisaliśmy, że odkleja się wyświetlacz, a M. jeszcze dodał, że odpadła zaślepka (byłam pewna, że jeśli już podkleją mi ekran to zaślepki nie wymienią, ale nie zaszkodzi napisać). Na telefonie zostawiłam tylko kilka SMS-ów i aplikacje.
Przed oddaniem telefonu na gwarancję wygrzebałam z szuflady jakiegoś starego Samsunga (bez ekranu dotykowego, ze standardową klawiaturą, bez Wi-Fi) - ciężko było się przestawić, ale jakiś telefon zastępczy na ten czas musiałam mieć. Jak się okazało, stary Samsung ma jakieś problemy z budzikiem (jak ustawiałam budzik, który ma dzwonić tylko raz to dzwonił, a jak ustawiłam 'codziennie' to nie dzwonił), o którym nie wiedziałam, więc w poniedziałek zaspałam do pracy
W ten czwartek mój Ukochany pracował od 4:30 do 10/11, więc obiecał, że przyjdzie po mnie o 15:30. Jakie było moje zdziwienie jak wyciągnął z kieszeni mój naprawiony telefon
Okazało się, że w ramach gwarancji serwis: wymienił mi cały ekran przedni (myślałam, że tylko podkleją), wymienili mi cały tył (na którym była rysa) i dali mi nową zaślepkę Jak zobaczyłam telefon to aż się zaczęłam zastanawiać, czy nie dali mi po prostu nowego aparatu, bo tak wygląda - nie ma żadnych śladów użytkowania!
Mogę więc powiedzieć, że po prawie 2 latach dostałam nowy telefon
  • awatar Zakochana *: @Mysterious lady: Dokładnie, dlatego tak zwlekałam z oddaniem telefonu na gwarancję. Miło się zaskoczyłam :)
  • awatar Zakochana *: @anja89: To wspaniale! :) Tyle czytałam pozytywnych opinii o serwisie Sony, że teraz już tylko sprzęt Sony będę kupować :)
  • awatar Mysterious lady: Rzadkość ale cieszę się że Tobie się udało z tą gwarancją :) Bo zazwyczaj gwarancja bardzo mało zawiera :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Stało się - złożyłam wypowiedzenie!
 

 
Nie mogę uwierzyć, że mamy już 2017 rok. Czas tak szybko leci. Początek 2016 roku był dla mnie całkiem fajny, ale niestety w drugiej połowie było kiepsko - zmieniłam pracę na gorszą, miałam sporo nerwów (właśnie przez pracę), moje zarobki zmalały, jeszcze bardziej przytyłam (na wadze ponad 69 kg), bardzo źle czuje się ze sobą przez to, że tak przytyłam, bardzo się rozleniwiłam, często miałam "doła".
Mam 8 głównych postanowień na 2017 rok. Jedno będę realizować trochę później, a 7 chcę zacząć od stycznia. Wszystkie sobie zapisałam i jeśli się uda to na pewno wam napiszę

Życzę wam, aby w tym roku spełniły się wszystkie wasze marzenia
  • awatar Keight: Świetnie, że zapisałaś cele! :) Powodzenia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie potrafię być bezrobotna.. Jutro miał być pierwszy dzień mojego bezrobocia, ale dzisiaj wydłużyłam umowę. Dostałam umowę o pracę i "lepszy" (bardziej przeze mnie lubiany, ten sam, który miałam w ostatnich 2 tygodniach i dzięki któremu przyjemnie chodziło mi się do pracy) zakres obowiązków, ale niestety moje zarobki spadną o prawie 12%. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej trochę żałuję, że zgodziłam się na takie warunki. Zobaczymy, jeśli w grudniu częściej będę żałowała, że zostałam to zacznę szukać czegoś lepszego.
 

 
Kolejny tydzień pracy za mną! Muszę powiedzieć, że ostatnie 2 tygodnie było tak przyjemnie w pracy, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie przedłużyć sobie umowy/czy dobrze robię, że rezygnuję. W czwartek atmosfera była gorsza (ale do wytrzymania), a w piątek już tylko odliczałam do końca pracy. Czyli wszystko wraca do normalności.
Jutro ostatni dzień, ostatnie 8h! I obym nie musiała cały dzień odliczać do 15:30. Szef do tej pory nie rozmawiał ze mną na temat przedłużenia umowy, więc nawet nie wiem, czy chce, żebym dalej tu pracowała, czy nie. Jutro na pewno poruszy ten temat (chociaż... kto wie, może nawet nie będzie go w pracy, a informacje przekaże przez kogoś innego lub telefonicznie). Jeśli nastawia się na przedłużenie umowy to może się trochę zdziwić.
 

 
Byłam wczoraj na zakupach. Miałam nadzieję, że skoro praktycznie w każdym sklepie są wyprzedaże to coś ładnego sobie znajdę. Głównie szukałam spodni. Chodziłam po sklepach przez 3h i nie kupiłam nic. Jak coś mi się spodobało to albo było w normalnej cenie, albo nie było mojego rozmiaru. Trudno, przynajmniej więcej pieniędzy w portfelu.

Ostatni tydzień w pracy minął mi świetnie! Bez nerwów, stresu, bez odliczania do końca pracy/weekendu/umowy, w końcu do pracy chodziłam z uśmiechem, robiłam to co lubię (dostawałam do wykonania projekty, które bardzo lubię i czuję się w nich pewnie - do tej pory rzadko je wykonywałam mimo, że od początku głośno mówiłam, że uwielbiam je robić, a widzę też, że szef jest zadowolony z efektu końcowego). Zastanawiam się czy jest tak fajnie, dlatego że przyszedł nowy pracownik, czy to dlatego, że kończy mi się umowa. Tak czy siak, jeśli taka byłaby atmosfera od początku to miałabym zdecydowanie większą motywację do pracy i bardzo chętnie zostałabym tu dłużej.
Do końca umowy już tylko tydzień i 1 dzień (choć w ten ostatni dzień będę już tylko zamykała/przekazywała wszystkie sprawy, zdam klucz do biura, telefon i laptop służbowy). Z dnia na dzień czuję coraz większą ulgę, ale z drugiej strony trochę mi smutno, bo jednak coś się kończy.
 

 
Nie palę, ale od kiedy "tu" pracuje mam ochotę sobie zapalić. Jak dobrze, że zostały mi (aż) 2 tygodnie. Coś czuje, że to będą długie 2 tygodnie..
 

 
Mam już taki odrost, że aż wstyd. Włosy farbuję co 2-2,5 miesiąca zazwyczaj. Powinnam pofarbować z początkiem tego miesiąca, ale nie farbuję włosów na tydzień przed okresem, w trakcie i 3-4 dni po okresie, więc doszłam do wniosku, że zafarbuję ok 17-18 listopada. Niestety, okres mi się spóźnił o tydzień ze względu na te nerwy, więc z farbowania w tym dniu nici. Czeka mnie farbowanie w kolejnym tygodniu, chociaż tak naprawdę poczekałabym do 1 grudnia, żebym na święta nie miała za bardzo odrostu.
 

 
Byłam u lekarza. Przez te nerwy strasznie źle się czuję Mam 3 dni wolnego od pracy. Do końca umowy zostały mi aż 3 tygodnie, ale te 3 dni i tak dużo mi dają.
Przy okazji w końcu zmieniłam lekarza. Do tej pory chodziłam do dziecięcego - czekanie po 3h w poczekalni z całą masą chorych, krzyczących, biegających dzieci, a do tego lekarz, który przyjmuje 2 pacjentów, a potem wychodzi z gabinetu na 30 min. Tutaj co prawda muszę przyjść 30 min wcześniej i stać w kolejce na dworze, ale dostałam numerek 1 i w 30 min załatwiłam rejestrację i badanie. Ponoć będę żałować tej zmiany, ale do lekarza chodzę 1-2 razy w roku i to tylko po zwolnienie lekarskie. Ostatnio (nie licząc dnia dzisiejszego) byłam jakieś 3 lata temu jak zaspałam na egzamin i potrzebowałam zwolnienia.
Z resztą lekarza mogę zmieniać 3 razy w roku, więc nawet jeśli mój lekarz (wybrałam takiego, który wygląda na 70 lat i niedosłyszy, w dodatku żartowniś, ale jego żarty mnie nie śmieszą, ah i trochę mnie zawiódł tymi 3 dniami zwolnienia) będzie kiepski to mogę go zmienić nawet jutro.
  • awatar nickismine: ja mam ta sama doktor od urodzenia i mimo ,ze mam 21 lat to nie umiem sie z nia rozstac i w koncu przeniesc na ten dla doroslych :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Od niedawna mamy nowego pracownika. W biurze bywa rzadko - średnio raz na 1,5 tygodnia. Uwielbiam dni, w których jest cały dzień w biurze, a to dlatego, że jak on przyjeżdża to szef normalnie mnie traktuje. W końcu można z nim pożartować, atmosfera jest normalna, taka jaka powinna być w pracy. Gorzej jak mój nowy kolega wychodzi (chociaż na chwilę), bo znowu jest sztywno i beznadziejnie, 'obrywa' mi się za pierdoły...
Szef na razie traktuje nowego pracownika dużo lepiej, jest dla niego milszy, a nowy pracownik już ma go dosyć, jego ustaleń, pomysłów itd.
Za kilka dni będzie u nas kolejny nowy pracownik, ale niestety nie na pełny etat. Coś czuje, że przez pierwsze kilka tygodni szef będzie przy nim mega miły, będzie udawana miła atmosfera, a ja zamierzam z tego korzystać
Ah i pewnie każe mi wdrożyć nowego pracownika, a potem będzie pytał dlaczego nie zrobiłam tysiąca innych rzeczy...
Wydaje mi się, że przez pierwsze 2-3 tygodnie ja też byłam lepiej traktowana, było fajniej, nie czepiał się mnie o nic. A ja niestety się na to nabrałam, myślałam, że tu będzie fajna atmosfera. Później z tygodnia na tydzień było coraz gorzej. Obecnie jest nie do wytrzymania. Psychicznie nie daje rady i tylko odliczam do końca.
 

 
W poprzednim miesiącu miałam trochę zamówień (co chwile jakieś wpadało), strasznie się cieszyłam i liczyłam na chociaż niewielką premię dla zwiększenia motywacji do pracy, chociaż 50 zł.
Wczoraj dostałam wypłatę. Dokładnie tyle ile mam na umowie, nawet złotówki premii nie dostałam. A tak zachęcali przed podpisaniem umowy, opowiadali, że takie duże premie można mieć, wielokrotność podstawy.
Chyba nie muszę mówić, że odechciało mi się starać.
Ah i usłyszałam, że nie powinnam narzekać, bo mało nie zarabiam. Szczerze mówiąc uważam, że zarabiam mało jak za pracę w takim stresie, syfie i jak na taki zakres obowiązków.
Jeszcze 3 tygodnie do końca umowy - dam radę, muszę.
  • awatar Zakochana *: @AnnaLee: U mnie niestety jest częściej źle :(
  • awatar AnnaLee: Współczuję. Jak u mnie w pracy jest zła atmosfera to nie chce mi sie tam siedziec, na szczescie czesciej jest dobrze...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak wiecie ponad 2 miesiące temu zmieniłam pracę. Moja poprzednia praca miała dużo wad, ale i tak ją uwielbiałam, chodziłam do niej z uśmiechem na twarzy. Zmieniłam pracę głównie, dlatego że miałam dosyć swojej "kierowniczki" (teraz jak o tym myślę to wcale nie była taka zła) i chciałam trochę więcej zarabiać. Pracę zmieniłam szybko i pod wpływem emocji. To był błąd. Nienawidzę swojej nowej pracy Od początku chodzę do niej z przymusu, w nerwach. Początkowo myślałam, że to dlatego, że jestem nowa, że to minie, ale nie. Minęły ponad 2 miesiące, a ja jestem wykończona psychicznie Najchętniej bym się zwolniła, ale.. Chciałam odejść po niecałych 2 tygodniach pracy, wrócić do poprzedniej pracy . Początkowo szef był miły, mówił, że świetnie mi idzie, żebym nie rezygnowała tak szybko, ale później zaczął być niemiły, usłyszałam, że nie podpisze ze mną wypowiedzenia za porozumieniem stron i mam 2 tygodnie wypowiedzenia., więc stwierdziłam, że skoro i tak za porozumieniem stron nie pozwoli mi odejść to zostanę. Wycofałam wypowiedzenie i znowu był miły, a ja miałam wyrzuty sumienia, że chciałam odejść. Niestety szybko pożałowałam tego, że zostałam. W pracy praktycznie siedzę sama (nie przeszkadza mi to szczerze mówiąc, a nawet codziennie mam nadzieję, że tego dnia będę sama), pracuje z 2 osobami (szef, jego dziewczyna [niby to ukrywają, ale mimo wszystko widać]), nie miałam żadnego przeszkolenia (zaledwie 1-2h poopowiadał mi czym się zajmują), każą mi brać urlop, bo "i tak nie będzie co robić", traktuje mnie jak idiotkę jak się pomylę, nie da się z nim na luzie porozmawiać, jak mówię do niego zaczyna coś robić na komputerze/telefonie i przestaje mnie słuchać, jeśli coś jest nie tak to "obrywa" mi się za to (tłumaczę, że to poprzedni pracownik i to widać w systemie, że to nie mój nick to nawet nie usłyszę przepraszam, a za kilka minut znowu mi się za to "obrywa" i znowu muszę się tłumaczyć). W dodatku w biurze jest straszny syf! Nikt tam nie sprząta, już raz kazali mi sprzątać biuro, bo były rekrutacje. Nie polecam nikomu pracować w jednym (małym) pomieszczeniu z szefem. Do końca umowy został mi miesiąc (na szczęście niepełny). Nie wiem jak wytrzymam, bo szczerze mówiąc psychicznie mam już dosyć i chce mi się płakać Pierwsze 1,5 msc-a było do wytrzymania, ale po tym czasie jest coraz gorzej z tygodnia na tydzień.
Czemu nie złożę wypowiedzenia? Bo teraz w niektóre dni jest ok, a jeśli złożę wypowiedzenie to przez 2 tygodnie będę miała codziennie taką tragedię. Z resztą to tylko (a raczej AŻ) 1,5 tygodnia różnicy między końcem umowy, a ew. okresem wypowiedzenia.
Każdego dnia odliczam ile zostało do końca dnia, tygodnia, miesiąca, umowy. Nie pamiętam kiedy ostatnio czas mi się tak dłużył
  • awatar justyś88: Kochana nie jestem za takimi rozwiązaniami ale idz na L4 i tak tam nie chcesz pracować. Szkoda zdrowia się męczyć te 2 tyg.
  • awatar BipolarBear: Dopoki sie nie zacznie zarabiac na samego siebie, to zawsze tak będzie :p W mojej pierwszej pracy za granica, tak nas beznadziejnie kierownik potraktowal, ze po prostu wyszlam i nigdy nie wrocilam . Nie daj sobą tak pomietać !
  • awatar _Pozytywka_: Mam tak samo, że działam pod wpływem impulsu i robię głupotę. Gdy pokłóciłam się z najważniejszą dla mnie osobą, to chciałam zmienić szkołe i wszystko robiłam w tym kierunku. W jednej chwili zaczęło się wszystko piepszyć. Lecz powiedziałam sobie, że dam radę i się nie poddam. Nie jestem tchórzem. Ty tak samo ! Będzie wszystko dobrze i się nie martw ;) Jeśli będziesz chciała popisać o tym aby się komuś wygadać to pisz i się nie bój ja zawsze służę pomocą. pozdrawiam serdecznie Pozytywka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mamy jesień, coraz bliżej zimy, a ja kupiłam sobie już sandałki, 2 pary balerinek i trampki na kolejne lato Sandałki kupiłam w normalnej cenie (chyba 49 zł), za balerinki płaciłam 24-28 zł, a za trampki zapłaciłam 13 zł. Ceny są tak rewelacyjne, że zastanawiam się nad zakupem kolejnych par butów! Niestety balerinki/sandałki bardzo szybko niszczę i zazwyczaj wytrzymują 1 sezon, max. 2. Tym bardziej szkoda mi kupować je w normalnej cenie.

Zastanawiam się nad zakupem jeszcze takich sandałków - jak wam się podobają?
 

 
Im bliżej końca roku tym więcej mam nerwów i stresu. Głównie przez moją nową pracę.. W dodatku od jakiegoś czasu kiepsko u mnie z pieniędzmi.
Przypomniało mi się ostatnio, że za 3 miesiące będą moje 25. urodziny i delikatnie zaczęło mnie to przerażać. Ah i złapało mnie jesienne przygnębienie Czuje się gruba, brzydka, beznadziejna, nie mam siły i kompletnie nie wiem jak to zmienić
No to sobie ponarzekałam.
 

 
Doszłam ostatnio do wniosku, że mam za dużo kosmetyków.
2 podkłady idealne na jesień/zimę leżały od dłuższego czasu nie używane. W końcu się zabrałam za wykańczanie ich i całkiem dobrze mi idzie Od kiedy odkryłam podkład mineralny całkiem zapomniałam o płynnych podkładach.
Za dużo mam też szminek - kupuję sporo, a rzadko używam. Oczywiście na promocji -49% w Rossmannie musiałam kupić kolejną..
O cieniach już nawet nie wspominam.
Nie wiem kiedy ja to wszystko zużyję, ale koniec kupowania póki nie wykończę większości kosmetyków. Wolę mieć np. 1-2 tusze, które używam zamiast 7, które leżą.
 

 
No i mamy październik! Nawet nie wiem kiedy zleciał wrzesień. Mam wrażenie, że z roku na rok czas płynie mi coraz szybciej.
Wrzesień był niesamowicie stresującym miesiącem. Zakończyłam jedną pracę, rozpoczęłam kolejną. Kilka dni temu miałam pożegnanie z ludźmi ze starej pracy. Trochę się stresowałam, ale niepotrzebnie Było bardzo fajnie, choć niewiele osób tego dnia pracowało (no i przyszłam bardzo późno), a szkoda
Pogadałam sobie z nimi, okazało się, że kiepsko się dzieje w mojej starej pracy.
Pożegnanie, wiadomo było smutne. W końcu prawie 2 lata spędziłam z tymi ludźmi. Dostałam mały prezent (kompletnie się nie spodziewałam prezentu, bo o tym, że przyjdę tego dnia się pożegnać powiedziałam na 1-2 dni wcześniej), ale bardzo mi się podoba.
Czy mówiłam już jak bardzo nie lubię zmian?
Dzisiaj ostatni w miarę ciepły dzień, a od jutra ma być już strasznie zimno.
Do pracy chodzę pieszo (30 min w jedną stronę) i mam nadzieję, że jeszcze długo będę mogła chodzić, bo nie uśmiecha mi się jeździć autobusem. Nie dosyć, że autobus jeździ 1 na godzinę, to jeszcze w takich godzinach, że do pracy bym się spóźniała/była sporo za wcześnie, a po pracy musiałabym czekać prawie 40 min.. i oczywiście to są dodatkowe pieniądze, które mogłabym wydać na coś innego.
 

 
Kochane, nie mogę wrócić do tamtej pracy, bo od 2,5 tygodnia pracuje w innej firmie. W tamtej firmie ostatni raz byłam 18.09., a o podwyżce dowiedziałam się dosłownie na kilka dni przed zakończeniem pracy (ogólnie dostałam 2 podwyżki - o jednej pisałam wam pod koniec sierpnia, a drugą, 2 razy większą dostałam we wrześniu).
W nowej pracy mam 2 tygodnie okresu wypowiedzenia, więc fizycznie nie mam możliwości, żeby wrócić do starej pracy.
Dlaczego odeszłam skoro uwielbiałam swoją pracę? bo potrzebowałam zmian, bo miałam dosyć zmiennego humoru "kierowniczki", bo chciałam więcej zarabiać, bo miałam dosyć pracy 6 dni pod rząd.
Nowej pracy zaczęłam szukać 3 sierpnia po niemiłej rozmowie z "kierowniczką". Tego dnia powiedziałam sobie dosyć, ta rozmowa kompletnie mnie rozwaliła. Emocje zrobiły swoje - wróciłam do domu i zaczęłam szukać nowej pracy (początkowo chciałam odejść i miesiąc siedzieć bez pracy, odpocząć). Wysłałam łącznie ok. 10-12 CV, odezwały się 3 firmy. Poszłam na wszystkie 3 rozmowy. Z 2 firm dostałam pozytywną odpowiedź. Jedną od razu odrzuciłam, drugą przyjęłam 18 sierpnia i ustaliliśmy, że zacznę z początkiem września. Emocje w (jeszcze wtedy) obecnej firmie opadły, a ja od 18 sierpnia do 1 września "walczyłam" sama ze sobą - zostać czy odejść. Rozmawiałam na ten temat z ludźmi z pracy (tymi zaufanymi oczywiście), z rodziną, z Ukochanym i podjęłam decyzję, że odejdę. Powiedziałam o tym "kierowniczce" - wkurzyła się i nie zgodziła się, żebym odeszła. Wróciłyśmy do tego tematu po tygodniu - nie pytajcie się jak ją "przekonałam" - zgodziła się.
Sierpień był bardzo nerwowym miesiącem dla mnie.
Z jednej strony cieszyłam się na nową pracę, a z drugiej zastanawiałam się czy robię dobrze.
 

 
Sporo jest i plusów i minusów, ale podjęłam decyzję i.... odeszłam z pracy. Zwolniłam się mimo, że uwielbiam tę pracę, że chodziłam do niej z uśmiechem na twarzy, że uwielbiam tych ludzi, że czułam się tam świetnie. Do większości minusów zdążyłam się przyzwyczaić po 2 latach. Po złożeniu wypowiedzenia dowiedziałam się, że dostałam dużą podwyżkę (dla najlepszych). Teraz zarabiałabym tyle ile chciałam zarabiać od początku.
Wciąż chcą, żebym wróciła, ale nie mogę.
  • awatar justyś88: czemu nie możesz ? trochę mnie dziwi takie zwolnienie, sama piszesz, że lubiłaś tam pracować do tego miałaś dostać podwyżkę
  • awatar .gok: co się dzieje? :/ życzę mądrych i pewnych decyzji :*
  • awatar rudzielec30: A ja przeczytałam obie listy i stwierdziłam, że na twoim miejscu jednak zastanowiła bym się nad poszukaniem innego zajęcia. Więc trzymam kciuki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jeśli chodzi o minusy:
- umowa o pracę jest na czas określony (min. 18 miesięcy i za każdym razem bez problemu jest przedłużana, ale mimo wszystko jest na czas określony),
- niskie zarobki,
- premie są przyznawane co kwartał w niskich kwotach (jak na premię kwartalną),
- premia jest wypłacana po ok. 2-3 miesiącach od zakończenia kwartału (jeśli się ktoś zwalnia, a dostał oficjalną informację, że należy mu się premia to jej nie dostanie),
- po zakończeniu kwartału dostaje informację, że dostanę premię, ale do dnia jej wypłaty nie wiadomo w jakiej wysokości,
- tylko kilka najlepszych osób ma szanse na otrzymanie premii (ja dostaje ją praktycznie co miesiąc. Tylko raz mi się nie udało),
- zatrudnienie przez firmę zewnętrzną,
- zmienny humor "kierowniczki" (co 2 dzień miała zły humor),
- dokładanie obowiązków,
- kiepska atmosfera w zespole od momentu przyjścia do pracy "kierowniczki" (ludzie pilnują się, żeby nie mówić za głośno, najlepiej w ogóle się przy niej nie odzywać - szczególnie jak ma zły dzień),
- praca w weekendy i wszystkie święta (mi udało się do tej pory uniknąć pracy w święta - urlopy na żądanie itd),
- praca od 7 do 23,
- zmiany po 6,7,8,9 lub 10h (jednego dnia mam 6h, a 3 kolejne dni muszę po 10h pracować),
- nieraz pracuje po 6 dni, 1 dzień przerwy, 3 dni pracy 2 dni przerwy, 6 dni pracy, 1 dzień przerwy, 1 dzień pracy itd.,
- często jednego dnia pracuje od 7, a kolejnego do 15,
- brak możliwości rozwoju (przynajmniej w moim przypadku),
- mogą mi w każdej chwili zmienić grafik,
- płacą mi za godzinę, więc w krótszych miesiącach zarabiam mniej,
- czasem siedzę w pracy sama (często w weekendy, ale nie raz również w tygodniu),
- częste wydłużanie czasu pracy do 10h,
- są osoby, które donoszą do "kierowników",
- straszny hałas (w jednym pomieszczeniu jest prawie 100 osób),
- ciągłe pretensje "kierowniczki" i straszenie,
- sporo ludzi odchodzi (po 3-5 w miesiącu), a nikt nie przychodzi,
- większość szuka nowej pracy lub planuje znaleźć w najbliższym czasie,
- co chwile chodzi plotka, że prawdopodobnie nasz oddział zamkną,
- jeśli pracuje do godz. 23 to czasem strach jest wracać do domu przez park,
- ta praca strasznie rozleniwia, zmniejsza motywację,
- jeśli się podpadnie "kierowniczce", powie coś co jej nie pasuje, albo jeśli po prostu kogoś nie lubi to robi wszystko, żeby taką osobę zwolnić,
- podwyżkę (z resztą niewielką) można dostać raz w roku i to tylko wybrane osoby,
- "kierowniczka" zmienia zdanie co 5 minut,
- "kierowniczka" wie o naszej pracy mniej niż my,
- jesteśmy ciągle sprawdzani i przez jeden mały błąd możemy mieć "program naprawczy", zmienić zakres wykonywanej pracy (jest to traktowane jak kara), a w najgorszym przypadku możemy zostać wyrzuceni z pracy,
- cały czas coś się zmienia (standardy itd),
- kilka razy w miesiącu mamy zebranie z "kierownikiem", na którym coś ustalamy, "kierownik" akceptuje nasze pomysły, stosuje je 1-7 dni, a potem ma w dupie to co ustaliliśmy i jest tak jak wcześniej,
- "kierowniczce" brakuje argumentów, często nie potrafi przyznać się do błędu.
  • awatar N .: o matko, to chyba jednak masz gorsze warunki niz ja :O co postanowiłaś?
  • awatar justyś88: no i do czego doszłaś ? zarówno dużo plusów jak i minusów
  • awatar .gok: @Zakochana *: to ja bym nie dala rady :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W 'tej' firmie pracuje już prawie 2 lata. Ostatnio wzięło mnie na przemyślenia dotyczące mojej pracy, jej + i -, dlatego postanowiłam je wypisać. Niektóre z nich mogą wam się wydać głupie/dziwne, ale chciałam uwzględnić je wszystkie.
Zacznę od plusów:
+ mam umowę o pracę,
+ lubię swoją pracę,
+ świetni ludzie, uprzejmi, pomocni,
+ wypłatę dostaje na czas,
+ mam blisko do pracy (10-15 min spacerkiem, a rowerem 3-5 min),
+ mogę wybrać sobie kilka dni w miesiącu, które na pewno będę miała wolne (zazwyczaj wybieram pierwsze 2-3 dni okresu, urodziny, imieniny, święta itd),
+ nie ma problemu, jeśli się spóźnię do pracy (nawet jeśli jest to kilka godzin),
+ nie ma problemów ze wcześniejszym wyjściem z pracy (jeśli np. źle się poczuje lub mam coś ważnego do załatwienia) lub wyjściem na chwilę z pracy (np. na rehabilitację na 1-2h, do dentysty, ale nie trzeba podawać powodu),
+ mam 1h przerwy na 8h pracy,
+ sama ustalam co będę robić każdego dnia,
+ kontakt z klientem tylko mailowy/telefoniczny,
+ mam wgląd do swoich wyników,
+ dostaje premie, jeśli dobrze mi idzie,
+ mogę liczyć na pomoc trenera,
+ luźna atmosfera,
+ mam swoje własne miejsce w pracy, swoją szafkę zamykaną na kluczyk,
+ mogę pracować we własnym tempie, jeśli się gorzej czuje, a nie chce wyjść z pracy to mogę zrobić tego dnia mniej niż zwykle,
+ dostaje materiały, które pomagają mi w pracy,
+ dostaje informacje co robię dobrze, a co źle,
+ mamy dużą kuchnię, dosyć dobrze wyposażoną,
+ w toaletach jest czysto, niczego nie brakuje, jest jedna toaleta (dla inwalidów), w której jest od razu umywalka (to ważne dla mnie, ponieważ używam kubeczka menstruacyjnego),
+ czasem można robić nadgodziny, które są dodatkowo płatne,
+ dodatkowe konkursy, w których za dobre wyniki można wygrać naprawdę świetne nagrody (mi się udało wygrać nagrodę rzeczową o wartości 3500zł, ponieważ miałam jedne z najlepszych wyników w Polsce),
+ mogę otrzymać dodatkowe nagrody wybrane z katalogu (już jedną dostałam i jestem z niej zadowolona),
+ możliwość otrzymania podwyżki,
+ mogę się ubierać do pracy jak tylko chce,
+ mam 3 min do sklepu, wiec jeśli zapomnę śniadania lub potrzebuje iść do bankomatu, odebrać zamówienie ze sklepu (np. Reserved) albo paczkomatu mogę to zrobić w czasie przerwy,
+ mam dofinansowanie do okularów (z którego z resztą skorzystałam w tamtym roku),
+ dostaje różne gadżety typu długopisy, smycze, notatniki, kalendarze, kubki, breloczki, karteczki, podkładki pod myszkę,
+ mogę się zmienić z kimś, jeśli potrzebuje nagle wolnego dnia (o ile znajdę taką osobę),
+ w zimie jest tak ciepło, że można chodzić w krótkim rękawku, a w lecie można włączyć klimatyzację,
+ mamy szatnie,
+ dzięki tej pracy przestałam być nieśmiała, swobodnie rozmawiam z ludźmi. Jest mi nie tylko łatwiej w pracy, ale również poza nią. Ta praca wiele mnie nauczyła, poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, wiele się dowiedziałam,
+ mam doświadczenie, które bardzo mi pomoże.
  • awatar Zakochana *: @justyś88: Na razie tylko plusy, a zaraz sporo minusów :( @N .: Oczywiście, że jest też w Warszawie :) Kochana, poczekaj do minusów.
  • awatar N .: a cóż to za firma? Może mają swoją filię w Wawie? z chęcią zmieniłabym pracę :(
  • awatar justyś88: same plusy :) dobrze jest lubić swoją prace :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czy na pingerze jest jakieś ograniczenie długości wpisów? Napisałam post na 3 strony w wordzie i nie chce się dodać.
 

 
Większość lata chodziłam w długich spodniach. Lato się kończy, a ja codziennie w spódniczkach i szortach Kupiłam ostatnio na wyprzedażach 2 pary szortów i spódniczkę i chce więcej W kolejnym roku obiecuje sobie, że jak tylko zrobi się ciepło będę chodzić w szortach!
Sierpień był strasznie nerwowym miesiącem już od pierwszych dni (dlaczego? napiszę wam już niedługo). Zaczął się wrzesień i już od pierwszych dni się stresuje okropnie.
Niestety nerwowy sierpień odczuł mój żołądek i co rano gorzej się czuje. Oby w tym miesiącu było lepiej.

Wstawanie o godzinie 5-6:30 idzie mi świetnie! Dzisiaj wyjątkowo wstałam o 7 - chyba tego potrzebowałam. Strasznie spodobało mi się wstawanie tak wcześnie rano. Dzień jest dłuższy, mam więcej czasu na wszystko, no i już się przyzwyczaiłam
Teraz mam zamiar ograniczyć czas spędzany przy laptopie Nie dosyć, że w pracy siedzę 8h przed komputerem to jeszcze przychodzę do domu i zdarza się, że przed laptopem siedzę kolejne 4-5h oglądając seriale, ubrania itd. Strasznie wciąga, a przecież ten czas mogłabym wykorzystać w lepszy sposób.. Chciałabym ograniczyć ten czas do 1-2h max, ale zacznę od 2-3h we wrześniu.
Muszę powiedzieć, że to nie jest takie łatwe, a mój wzrok już protestuje Od jutra zaczynam. Ze stoperem w ręku, bez przeciągania. Będę na początek robić to co jest naprawdę ważne, a później będę się zajmować pierdołami (seriale, ciuchy itd). Jak udaje mi się ze wczesnym wstawaniem to uda mi się też z tym.

Mam tyle planów! Czas je zrealizować!

Zdradzę wam jeszcze, że od dzisiaj zaczęłam "urlop" Całe 2 tygodnie!
 

 
Zapisałam się w końcu do dentysty (zwlekałam 6 miesięcy, albo i więcej). Wizytę mam na listopad Nie jest źle, przynajmniej jeszcze w tym roku!
  • awatar Zakochana *: @justyś88: Na razie aż tak nie boli, więc jakoś dam radę :) Mogłabym się zapisać trochę wcześniej, ale godziny mi nie pasowały.
  • awatar justyś88: Strasznie dlugi termin... Tez musialabym się zapisać choćby na kontrole
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Muszę powiedzieć, że jestem z siebie dumna! Zauważyłam ostatnio jak bardzo się zmieniłam. Kiedyś byłam strasznie nieśmiała i cicha - okropnie tego nie lubiłam. Zawsze chciałam to w sobie zmienić. I udało mi się w końcu! Zamierzam w dalszym ciągu iść w tę stronę, ale już teraz jestem zachwycona.
A jak już się chwalę to dodam jeszcze, że dostałam premię za poprzedni kwartał i podwyżkę
A w tajemnicy powiem wam, że szykują się u mnie duże zmiany. Ale o tym może już niedługo opowiem.

Jakiś tydzień temu stwierdziłam, że chce być rannym ptaszkiem Na razie idzie mi świetnie. Chce wstawać codziennie w godzinach 50-6:30 (do tej pory w dni wolne spałam do 10-11, a czasem i do 12). A czemu? Bo nie lubię czuć, że straciłam pół dnia, a tak właśnie się czuje jak śpię do późna. Na razie świetnie mi idzie, choć jednego dnia wstałam o 7:45. Ponoć z tygodnia na tydzień ma być łatwiej - zobaczymy
 

 
Sporo się ostatnio dzieje i to w większości nic przyjemnego Nie chce na razie za bardzo pisać o co chodzi.
Od obrony już sporo czasu minęło. Myślałam, że po zakończeniu studiów będę mieć więcej czasu, ale nie mam. Myślałam, że będę mogła brać więcej nadgodzin/więcej zarobię, a od marca nadgodzin w ogóle nie ma!
W dodatku od dłuższego czasu źle się czuje - zmęczona, bez życia, nie wysypiam się i ciągle przybieram na wadze (a staram się jeść mniej i lepiej). Nie wiem co się ze mną dzieje i nie wiem co robić, żeby było lepiej.
Dni mijają ostatnio tak szybko. Przydałby mi się urlop. Najlepiej 2 tygodnie, a ja urlop mam dopiero we wrześniu i to zaledwie kilka dni.
W dodatku ta pogoda
 

 
Tytuł magistra obroniony! Nie do końca poszło tak jak chciałam, ale najważniejsze, że się obroniłam.